sobota, 9 marca 2013

Zapiekane warzywa z wędzonym kurczakiem

Dzisiaj kompletnie nie miałam pomysłu na obiad. Rozważałam opcję zrobienia po prostu kanapek, ale przypomniało mi się, że nie mam chleba, a lenistwo wzięło górę i po chleb nie poszłam. Zrobiłam więc przegląd lodówki i w oczy rzuciła mi się cukinia, którą powinnam była wykorzystać w tamtym tygodniu (no, trochę nie wyszło). Dorzuciłam do niej inne warzywa, kawałki piersi z wędzonego kurczaka i ser. Przyprawiłam, zapiekłam, zjadłam nawet nie połowę, a czuję się tak napchana, że chyba nie przemogę się na robienie ciasta, co miałam w planach...
Z racji, że nie może być tu tylko o gotowaniu, poemocjonuję się wczorajszym wyjściem do teatru ('Król umiera, czyli ceremonie'). No. Bo byłam w teatrze, po raz pierwszy odkąd jestem tu, w Krakowie, wstyd się przyznać. I było super! Znaczy się, nie będę pisać recenzji spektaklu, ale do tej pory jestem pod wrażeniem gry aktorskiej Anny Polony i Jana Treli, po prostu ekstra. Zdecydowanie muszę to powtórzyć. Trzeba sie ukulturalniać, no nie? :)
Poza tym, wrzucam link do piosenki, która za mną chodzi od dwóch dni i słucham jej dosłownie non stop. Don Omar i Natti Natasha - Dutty Love Jak dla mnie, rewelacja. Rzecz jasna może w Wasze gusta nie trafiać, ale w moim przypadku, odkąd chodzę na zumbę (zaraz rok będzie, kurczę!), takie piosenki są na porządku dziennym, a ta jakoś wyjątkowo mi odpowiada. Wpasowuje się w mój nastrój aktualny.
Dobra, ale gadanie gadaniem, przepis by się przydał...

Przepis

- cukinia,
- pomidor,
- pół marchewki (albo jedna mała),
- wędzona pierś z kurczaka (w zależności od ochoty, ja dałam jej niewiele, miałam ochotę na warzywa),
- papryka (u mnie - 5 pasków),
- 2 - 3 plastry sera żółtego,
- brokuł (opcjonalnie, jeśli macie akurat resztę w lodówce),
- cytryna,
- pieprz ziołowy, bazylia i zioła prowansalskie, sól.

Kroimy cukinię w talarki (najlepiej jeszcze na pół, tego nie zrobiłam i były to trochę za duże kawałki jak dla mnie) i układamy na dnie blaszki (albo naczynia żaroodpornego - niestety nie posiadam takiego).

Sparzamy pomidora i obieramy go. Kroimy paprykę i pierś z kurczaka.

Kroimy pomidora i na tarce ścieramy marchewkę (grube oczka).

Warzywa (poza pomidorami) układamy na blaszce, skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy ziołami prowansalskimi i bazylią, na to kładziemy pierś z kurczaka, pomidory, posypujemy jeszcze raz bazylią i pieprzem ziołowym, troszkę solą i układamy ser żółty.

Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 150 stopni (góra i dół) i pieczemy przez ok. 20 minut (zmieniłam na termoobieg).

Wyciągamy z piekarnika i przekładamy na talerz. Dość dużo mi tego wyszło... Pewnie będę musiała zjeść jutro na śniadanie albo kolację...


Smacznego!
A jutro - 'poważny', niedzielny obiad :)

czwartek, 7 marca 2013

Bardzo szybki i bardzo prosty obiad

Dobra, dzisiaj zdecydowanie nie wzniosłam się na wyżyny sztuki kulinarnej. W zasadzie to nawet na niżyny jakieś specjalne się też nie wzniosłam. Ogólnie - miałam dylemat czy w ogóle warto wrzucać coś takiego na bloga, ale stwierdziłam, że może dla kogoś będzie to 'inspiracją' i pokaże, że z niczego można zrobić coś. No dobra, może troche to na wyrost powiedziane, ale mam szczere intencje - chodzi mi o to, że mając w lodówce kiełbasę i mrożone warzywa na patelnię można naprawdę porządnie zjeść, ba, zahaczając nawet o stwierdzenie 'zdrowo zjeść'.
Jedyne, co potrzebujecie, żeby przyrządzić 'danie' to:
- kiełbasa (bądź 2, bądź 3 - nie wiem ile jesteście w stanie jej zjeść),
- warzywa na patelnię (moje* z Biedronki za coś około 3 zł, wsypałam ich nawet nie 1/5, bo więcej bym nie zjadła, ilość to kwestia subiektywna, sypcie ile chcecie),
- kasza kuskus (w moim przypadku), ryż, ziemniaki (nie przepadam, ale jeśli chcecie taką bardziej burżujską wersję - podgotujcie je, pokrójcie w talarki i podsmażcie).

Kiełbasę kroimy w plastry i podsmażamy (można podsmażyć ją na cebuli, osobiście nie chciało mi się w to bawić, bo naprawdę się spieszyłam i byłam na dodatek strasznie głodna). Dodajemy warzywa, przyprawiamy ziołami prowansalskimi, mieszamy i podlewamy wrzątkiem, po czym przykrywamy pokrywką, żeby się lekko poddusiło.
W międzyczasie przygotowujemy kuskus (zalewamy wrzątkiem ok. 2 cm ponad powierzchnię, dodajemy sól, pieprz, inne przyprawy - w moim przypadku była to tylko Maggi, która dodaje wystarczającego aromatu). Sprawdzamy czy warzywa są miękkie, jeśli tak, gotowe!
Wrzucamy wszystko na talerz i wcinamy! :)

Smacznego!



*mieszanka warzyw na patelnię po włosku; szczerze mówiąc, nie ma sensu kupować tych najdroższych, próbowałam jednych i drugich, wierzcie mi, różnicy w smaku nie ma, więc po co przepłacać? :)

środa, 6 marca 2013

Zupa krem brokułowa

Zupy są dobre. I chodzi tu nie tylko o kwestię smaku, ale o praktyczność przede wszystkim. Wydaje nam się, że zrobienie zupy to nie wiadomo ile roboty, zachodu, męki co niemiara. W rzeczywistości jest odwrotnie - zupa co prawda gotuje się dość długo (jeśli jest robiona jak należy, czyli na kościach/kurczaku), ale wymaga niewielkiego nakładu pracy z naszej strony. Dodatkowym plusem jest fakt, że zazwyczaj starcza na kilka obiadów. Bazą dla każdej właściwie zupy jest bulion, bądź jak kto woli - rosół. Tej jednak nie robiłam na 100% wywarze, więc dla osób, które pierwszy raz miałyby robić - przepis na rosół innym razem :)
Dzisiaj bulion jest ekspresowy. Ogólnie cała potrawa jest dość szybka, ale podejrzewam, że tradycyjnie, jako, że zielone składniki spożywcze wywołują w ludziach dziwny niepokój, znajdzie wielu oponentów. Spokojnie! Warzywa nie są trujące, te zielone też nie. Także brokuły w dłoń i do dzieła!

Przepis

- jeden brokuł (mój miał około 0,5 kg, kupiłam w Biedronce za niecałe 3 zł),
- 2 kostki rosołowe (wołowe),
- niewielka marchewka,
- nieduży kawałek selera, pora i korzenia pietruszki (możecie zrobić jak ja - kupiłam na początku października całego pora, selera, dwie pietruszki i 3 marchewek, obrałam, pokroiłam, poporcjowałam i wrzuciłam do zamrażarki; teraz nie muszę się zastanawiać czy mam warzywa na bulion),

Gotujemy wodę razem z włoszczyzną i kostkami rosołowymi (sprawdzamy czy wywar jest wystarczająco słony, jeśli trzeba, doprawiamy). Kiedy warzywa są już miękkie, dorzucamy różyczki umytego brokułu i gotujemy około 15 minut, aż brokuł będzie miękki. Zestawiamy z palnika i miksujemy wszystko w blenderze. Sprawdzamy smak, w razie potrzeby doprawiamy. Ponownie zagotowujemy, zmniejszamy gaz i zagęszczamy (mąka, zimna woda i śmietana - kremówka najlepiej bądź kefir).
Zupę powinno się podawać z grzankami albo z groszkiem ptysiowym - to tak na bogato. Dla tradycjonalistów równie dobrze sprawdzi się makaron, dla leniwych - dobra jest też bez niczego ;)




Smacznego!

poniedziałek, 4 marca 2013

Gulasz z żołądków drobiowych

Niedzielny obiad to poważna sprawa. Powinno się go celebrować, podchodzić z namaszczeniem etc., etc. Prawda jest taka, że często brakuje na to czasu, a jeszcze częściej ochoty. Zamiast tego robimy coś na szybko i w ogóle nie czujemy, że to jakiś inny dzień niż na przykład środa czy czwartek. Samej też dość często zdarzało mi się podchodzić do sprawy po macoszemu, ale od nowego roku postanowiłam przykładać się do tej kwestii i robić sobie 'ucztę konesera' (powiedzmy).
Z racji, że uwielbiam gulasz - jasne było, w którą stronę iść. Można go w zasadzie zrobić ze wszystkiego. Z szynki, z karkówki (nie zapomnę, jak w internacie zawsze się napalałam, kiedy w jadłospisie był gulasz, a potem rozczarowana oddzielałam mięso od tłuszczu, bo panie kucharki, bardzo miłe kobiety swoją drogą, naprawdę, nie miały na to czasu...), z piersi z kurczaka (wersja szybka), z ozorów wieprzowych (jakkolwiek nie brzmi, smakuje wybitnie), z serduszek drobiowych i z żołądków, czyli tego, co wybrałam ja. W zasadzie pewnie bym robiła ze schabu, bo akurat miałam, ale, ponieważ kolega prosił o przepis z wykorzystaniem żołądków ('bo są tańsze od piersi z kurczaka, a na pewno dobrze smakują' - racja!), postanowiłam zrobić mu tę przyjemność ; ).
Jeśli o mnie chodzi, jedynymi dodatkami jakie do gulaszu akceptuję są kasza i ogórki (kiszone/korniszone - obojętnie). Wiem, że to dziwne, ale ziemniaków nie lubię, ryż wolę do innych potraw, a kaszy nie mam okazji jeść tak często, więc...
Ale do rzeczy.

Przepis

- około 1 kg żołądków (najadły się 3 osoby, a jeszcze zostało),
- kasza (ile zjecie, tyle bierzcie),
- 1 średnia cebula,
- przyprawy (u mnie: sól, pieprz, pieprz ziołowy, bazylia, zioła prowansalskie, czosnek granulowany, liść laurowy - 3, ziele angielskie - 3, oregano, papryka mielona ostra),
- mąka.

Najpierw, najlepiej dzień wcześniej, gotujemy żołądki w posolonej wodzie, z kilkoma liśćmi laurowymi i zielem angielskim. Gotujemy aż będą miękkie. Odcedzamy, a kiedy ostygną, kroimy w paseczki (niektórzy ten 'wywar' wykorzystują do zrobienia zupy, ale jak dla mnie trochę za słabe toto) i odkładamy do lodówki.
Zabieramy się za gulasz.
Kroimy cebulę w kostkę,
a na patelni (albo w garnku) rozgrzewamy olej.

Wrzucamy cebulę i smażymy aż się przybrązowi (dzięki temu sos będzie miał ładny brązowy kolor). W międzyczasie obsypujemy żołądki mąką
,
przez co później nie będzie trzeba gulaszu nią zagęszczać i kombinować z doprawianiem po fakcie. Kiedy cebula będzie gotowa, wrzucamy mięso i mieszamy aż się podsmaży
.
Następnie dolewamy ciepłej wody (tyle, ile sosu chcemy - chociaż bardzo możliwe, że czynność będzie trzeba kilkakrotnie powtórzyć).

Przyprawiamy do smaku (nie będę mówić ile czego, bo to jest w końcu indywidualna kwestia). Gotujemy aż żołądki będą mięciutkie. Jeśli gulasz jest waszym zdaniem za rzadki - możecie najpierw zagęścić go kremówką, tylko róbcie to na małym ogniu, mieszając, żeby się nie ścięła, a jeśli to nie pomoże - zimna woda, mąka i do dzieła, później skontrolujcie smak!). Obiad powinien być gotowy po godzinie - półtorej (zależy od tego, jak ugotowaliście żołądki, kontrolujcie to na bieżąco, żeby ich nie rozgotować).
Kaszę gotujemy wg instrukcji podanej na opakowaniu.
Koszt obiadu, który starcza dla kilku osób oscyluje w granicach 10 zł, a można porządnie się nim najeść.
Smacznego ;)

Kluski drożdżowe na słodko

Dzisiaj prezentuję mój wczorajszy obiad (a jutro dzisiejszy, miało być odwrotnie, ale nie wyrobiłam się...). Mianowicie - kluski drożdżowe , niestety, nie robiłam ich sama, poszłam na łatwiznę, przyznaję się do winy (kupione w Lidlu za 3,99 zł, wiem, że są też w Biedronce, ale podobno nie aż tak smaczne). Ale rozumiecie - nie zawsze jest czas, a coś dobrego warto zjeść.
Kluski te odkryłam jakiś czas temu z mamą. Wzięłyśmy na próbę i szybko podbiły nasze serca (i podniebienia). Można je jeść na słodko (tak jak ja teraz), na słono (z gulaszem, sosem, mięsem - zamiast ryżu czy ziemniaków, dla odmiany). Zalety są takie, że szybko się je przyrządza (maksymalnie 10 minut), minusów niewiele - potrzebna mikrofalówka, albo bawimy się w gotowanie na parze (brzmi strasznie, ale nie jest niewykonalne - jeśli nie mamy specjalnych garnków, pomysłowy Dobromir radzi: wziąć dwa garnki, do jednego wlać wodę, zagotować, ustawić na nim drugi, tak, żeby się ładnie dopasowały, potrwa to trochę dłużej, ale efekt taki sam).
W moim przypadku, przyrządzania na słodko, wykorzystałam mleko i miód (dla tych, którzy za miodem nie przepadają - cukier). Zagotowałam mleko z miodem, włożyłam kluski, pogotowałam jakieś 10 minut, obracając (bo wzięłam za mały garnek i wlałam trochę za mało mleka, a nie chciało mi się brudzić innego). Wyłożyłam na talerz, mleko zlałam do kubeczka (mniam!). Kluski polałam sokiem z jagód i samymi jagodami. Pycha!

Nie jest to wprawdzie nic odkrywczego, ale myślę, że jako urozmaicenie menu (studenckiego i nie tylko) sprawdzi się idealnie :)

piątek, 1 marca 2013

Sos szpinakowy

Szpinak. Większość z was pewnie się w tym momencie skrzywiła. Bo to niby niesmaczne, paskudne i, o zgrozo, zielone! 'Jak można jeść trawę', no nie? A właśnie, że można. I to nawet się zajadać ze smakiem.
Bo, moi drodzy, szpinak to nie tylko źródło wielu witamin (żelazo!), ale przede wszystkim świetny składnik - idealnie pasuje do makaronu, genialnie kompunuje się z jajkami, nie wspominając już o tym, że zapiekanki ze szpinakiem to niebo w gębie. Jedyne, co trzeba zrobić to przekonać się, przemóc i spróbować! Nic wielkiego ;)
Podobnie jak to się ma w przypadku kiełków i mieszanki sałat, najtaniej można szpinak dostać w Biedronce (z tego, co pamiętam - 3,99 zł za paczkę, także argument, że drogie toto, upadł). Poza świeżym, mamy do dyspozycji także mrożony (tutaj ceny wyglądają różnie, tak jak i forma w jakiej szpinak dostajemy - kulki, sprasowany, liście), ale nie oszukujmy się, różnica w smaku jest.
Sos, który zrobiłam nadaje się zarówno do makaronu, jak i ryżu, a w domu jadłam go z kopytkami (teoretycznie dziwne połączenie, a jednak). Wersja wegetariańska? Proszę bardzo. Wersja dla panów, z mięsem? Żaden problem. Co kto lubi, na co ma ochotę.
Dobrze, wystarczy już tych peanów na cześć roślinki. Czas na przepis.

Przepis

- paczka szpinaku,
- 3 ząbki czosnku,
- ser (feta, mozarella - u mnie, zwykły topiony w plasterkach...),
- śmietana 18% lub kefir,
- piersi z kurczaka (opcjonalnie),

Szpinak myjemy (powinno się go zblanszować, ale trochę się spieszyłam...), kroimy (lub nie) i smażymy. Dodajemy czosnek (przepuszczony przez praskę najlepiej, można też drobno pokroić), mieszamy. Następnie dodajemy 2 łyżki śmietany, ponownie mieszamy. Dodajemy ser i mieszamy aż się roztopi (jeśli użyjecie jak ja mozarelli - spokojnie, wiem, że można dostać z tym nerwicy natręctw, ale w końcu się też roztapia, a genialnie się ciągnie potem). Dolewamy wody (najlepiej ciepłej, szybciej się zagotuje wszystko) w zależności od tego, jak dużo sosu planujemy mieć. Próbujemy zgodnie ze swoimi kubkami smakowymi solimy, dodajemy pieprzu (w moim przypadku ziołowy i czarny), bazylii. Kiedy stwierdzimy, że wszystko się zgadza, bierzemy się za zagęszczanie. Tym się stresuję zawsze.
Do kubka bądź czegokolwiek innego wygodnego, dodajemy łyżkę mąki pszennej. Zalewamy to zimną (od ciepłej robi się klucha!) wodą i mieszamy, żeby nie było grudek. Można dodać troszkę śmietany. Na zmniejszonym gazie dodajemy do sosu, mieszając. Jeśli po pierwszym podejściu nie osiągniecie planowanej gęstości, powtórzcie czynność. Po zagęszczeniu skontrolujcie czy smak się nie zmienił (mąka co do zasady wciąga sól, ale jak się przekonałam, różnie to bywa).
Gotujemy makaron (u mnie tagliatelle=wstążki, ale każdy inny jest równie dobry), ryż, cokolwiek.
Jeśli preferujecie wersję z mięsem - piersi z kurczaka doprawiłam pieprzem ziołowym i cytrynowym, bazylią, ziołami prowansalskimi, solą i czosnkiem granulowanym :) Można je wymieszać z sosem, można nałożyć tak jak u mnie. A - no i nie trzeba ich osobno smażyć, jeśli wam się nie chce - można je razem z liśćmi szpinaku przyrządzić.
Smacznego :)


PS Pamiętajcie, że jeśli użyjecie fety, niepotrzebna jest sól. Feta załatwia tę kwestię.