Chyba wyzionę ducha w tym roku. Daję słowo. A wiecie, co jest najgorsze? Że teraz i tak jeszcze nie powinnam narzekać, bo w latach następnych będzie tylko ciężej. Ekstra. Nie ma to jak świetlana wizja przyszłości.
Jedno, co mnie pociesza, to to, że podoba mi się to, co robię. Ale patrząc na obowiązki (właśnie skojarzyło mi się z kompetencją w prawie administracyjnym - a kysz!), które się nade mną jak ciemne chmury gradowe zbierają, mam ochotę zapłakać nad swoim losem, zaszyć się w pokoju, zawinąć w kołdrę, przytulić do misia i z łóżka nie wychodzić. Ot, taka mała deprecha. Mała... Tsa.
Na pocieszenie słucham mało ambitnej muzyki, uciekam w sport i czytam Szekspira (znowu!). Nawet do gotowania nie mam takiego zapału (wiedzcie, że coś się dzieje)...
Żeby nie było tak smętnie i depresyjnie - pozytywna nuta, Mesajah i Kamil Bednarek - Szukając Szczęścia . Ostatnio, po 'Ciszy', trochę mnie wzięło na Kamila. A nigdy jakoś specjalną fanką nie byłam.
Obiecany pomysł na szybkie śniadanie - serek wiejski jako baza. Wkroić do niego rzodkiewkę, dodać kiełki, wymieszać i gotowe. Bardzo pożywne, serio.
Dodatkowo kilka zdjęć, które zrobiłam w czwartek wieczorem. Kraków nocą - piękna sprawa :)